RSS
piątek, 24 czerwca 2005
sen o tęczy cz V

Cz.V.

 

Poszliśmy wzdłuż strumienia i wyglądało to tak jakbyśmy odprowadzali ławicę, wskazywali im drogę, ale nie byliśmy drogowskazem, ponieważ ten nigdy nie idzie droga którą wskazuje, my zaś szliśmy...... szliśmy, bo prowadziła nas jakaś siła, może było to zahipnotyzowanie ciągłym patrzeniem w mieniącą się złotem wodą?... może....

Strumyk powoli stawał się coraz większy, szerszy a nurt zwalniał z każdym krokiem. W pewnym momencie przed nami zerwała się do lotu kaczka, po niej druga i trzecia, coś na styl 1,2,3.... budzimy się  J..... Poczułem, choć do tej pory nie zdawałem sobie sprawy, że idziemy po kamieniach, kamieniach które nagrzane były od palącego słońca. zauważyłem, że Ona trzyma mnie mocno za rękę, jakby czegoś się obawiała, Jej wzrok był niepokojąco czujny, wyostrzony. w powietrzu unosiła się para, było wilgotno, roznosił się odgłos podobny do odgłosu burzy, ale na niebie nie było żadnych chmur. Nagle droga jakby się kończyła, rzeka jakby zapadała się pod ziemię. Staneliśmy nad olbrzymim wodospadem, był tak głośny, że słyszałem co Ona do mnie mówi, zrozumiałem tylko po geście żebym spojrzał w dół. Ujrzałem tam......

09:53, kudriawka
Link Dodaj komentarz »
sen o tęczy cz IV

Cz. IV

 

Otworzyłem oczy, leżałem sam, nie było Jej nie było wilczka, panował półmrok, świetliki spały, widocznie odpoczywały przed wieczorem, wyszedłem z szałasu i oślepił mnie blask słońca odbijającego się od strumyka. Patki śpiewały, motylki latały, biedronki przedzierały się przez wysoką trawę .... widać było jak tu wszystko żyje .... nawet drzewa poruszane przez wiatr zdawały się kłaniać.... była to kraina miodem płynąca zdaje się, bo na każdym kwiatku siedziała pszczoła, więc miodu tu zapewne nie brakowało ....J a i woda w strumyku to może nie do końca była tylko złocista od słońca. Nad strumieniem pochylała się Ona i obmywała sobie twarz. Zobaczyła mnie. Ręką poprosiła abym podszedł. Stanąłem przy Niej i zobaczyłem ławicę złotych rybek, było ich mnóstwo, spiesznie płynęły jedna za drugą – teraz już wiem dlaczego woda wydawała się złotą wstęgą..... Powiedziała mi, że właśnie odbyło się tarło, a rybki te popłyną teraz do wszystkich rzek, do wszystkich jezior, mórz i oceanów. Były to rybki spełniające siedem7 życzeń, ale nie można ich złapać na wędkę, ani żadna sieć ich nie obejmie. Szczęściarzem jest tylko ten, kto będzie w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie, ktoś kogo serce nie jest zamknięte dla innych, które się otworzy gdy ktoś zapuka. Najczęściej spotyka to ludzi siedzących na wodą, tuż po zachodzie Słońca, gdy woda się złoci od blasku Księżyca, wtedy wodę przecinają złote płetwy grzbietowe .... wygląda to tak jakby ktoś czesał wodę....

 

09:53, kudriawka
Link Dodaj komentarz »
sen o tęczy cz III

cz. III

 

Szałas był nieduży, ale gdy się w nim znalazłem okazał się przestrzennym, ciepłym pomieszczeniem, w którym roznosił się zapach, który poznałem nad brzegiem jeziora... czułem że Ona tu mieszkała .... zmysły w pełni były nastawione na odbiór, przekaz impulsów był ciągły... Stało w nim wąskie łóżko wyścielone mchem tak czystym, że zieleń jego była nieskażona. Dziwne mi się wydało, że nie było żadnej lampki, choć było stosunkowo jasno. zatrzymałem wzrok na małych punkcikach i zobaczyłem, że są to świetliki (przypomniał mi się ten jeden co mi bramę wskazał) – to niesamowite jak takie małe stworzonka, robaczki mogą razem dać tyle światła, które przypominało blask gwiazd, dawało tyle ciepła,.... oj było tu ciepło, romantycznie. Na ścianie wisiała mata na której wypisane były imiona, inicjały, niektóre były połączone linią i przy tych tylko dorysowane były czerwone serduszko, zapytałem co to oznacza, i czy ma jakiś to związek ze mną – bo ujrzałem na macie swoje imię ale nie było przy nim serduszka .......Odpowiedziała mi, że jest to miejsce zagubionych dusz, imion ludzi którzy szukają w życiu miłości, którzy są wytrwali i nie poddali się, którzy wierzą w nią, którzy nie stracili nadziei (słuchałem tego jakbym czytał napis nad bramą...) wierzą w przeznaczenie.....-Kto wpisuje tu imiona, skąd się tu biorą? – zapytałem. Powiedziała, że każdy człowiek ma swojego anioła, który towarzyszy mu i to on właśnie w odpowiednim czasie przybywa tutaj, aby wpisać imię człowieka, który zasługuje i jest gotowy na miłość, dodała że zapisane imiona odczytać można tylko przy blasku świetlików, a linie je łączące pojawiają się wraz z pojawieniem się tęczy na niebie.... to było tajemnicze miejsce.....Zapytałem się jak Ona ma na imię .... uśmiechnęła się tylko, wskazała ręką łóżko...na którym leżał mały wilk, choć nie wiem jak, nie wiem kiedy, nie wiem kto (choć tu podejrzewać można tylko świetliki J) go tu położył. Poprosiła mnie, bo dowiedziała się, że potrafię z nimi rozmawiać, abym zapytał się go dlaczego nie poluje wspólnie z rówieśnikami, dlaczego nie ma ochoty na zabawę, dlaczego nie wyje do Księżyca, dlaczego nie tańczy z innymi wilkami, dlaczego choć wydaje się szczęśliwym, jego sierść nie jest lśniąca. ..... Nachyliłem się nad nim i dostrzegłem, że na dodatek ma chorą łapkę ..... przynajmniej na taką wyglądała, bo jak później się zorientowałem, była to stara rana. zacząłem więc z nim rozmawiać, zadawać pytania .... i gdy tak słuchałem jego, poczułem jak na moim ramieniu głowę położyła Ona .... sam nie wiedziałem, czy dalej rozmawiać z wilczkiem, czy przytulić się do Niej .... okazało się, że wilczek już miał zamknięte oczęta, zmęczyły go pytania, więc ja przytuliłem się do Niej......

 

09:52, kudriawka
Link Dodaj komentarz »
sen o tęczy II cz

Cz. II

Poczułem rześki powiew powietrza, otworzyłem oczy : staliśmy na brzegu jeziora, na piaszczystej plaży i jak kormorany suszą skrzydła, my też nastawiliśmy się na wiatr. Jej długie czarne włosy falowały niczym łany zboża muskane przez wiatr, postać Jej rzucała na piasek cień, zazdrościłem ziarenkom piasku, że to po nich stąpa Bogini, że to one ocierają się o Jej cień....

Spytała się, czy chcę z Nią pobyć choć jeden dzień, bo czuje się taka samotna, powiedziała mi, że marzyła o spotkaniu osoby przy której czułaby się bezpiecznie, z która poszłaby na koniec świata, a może i jeszcze dalej...w  podróż swojego życia.... Zrozumiałem, że znalazłem się w tym miejscu nieprzypadkowo – przypomniał mi się film „Kochankowie z Kręgu Polarnego”, czyżby przeznaczenie?...... przecież też jestem samotny .. Oczywiście zgodziłem się, bo pragnąłem tego samego, zgodziłem się na jeden dzień, ale w duszy myślałem o nieskończoności, o trwaniu razem przez wieki. Poszliśmy więc brzegiem jeziora trzymając się za ręce – miała dłonie pasujące do moich – o Bogowie, dziękuję Wam za to........ do tego jej zapach, zapach kobiety...

Spytała się czy chce zobaczyć co jest po drugiej stronie jeziora..... mrugnąłem tylko powiekami, bo nie mogłem wydobyć słowa, gardło miałem ściśnięte, serce podeszło mi wysoko, czułem jak podskakuje z radości... Zatrzymaliśmy się przed tęczą, objęła mnie i poczułem Jej słodkie usta na swoich, nogi mi się ugięły, zrobiły się jak z waty, chwyciła mnie za rękę i weszliśmy na tęczę. To było niesamowite przeżycie : w stopy raz było ciepło, raz zimno, raz gorąco raz bardzo zimno, zależało to na jaki kolor się postawiło stopę na którą barwę 7siedmio kolorowej tęczy ( czerwony, pomarańczowy, żółty, zielony, niebieski, indygo i fioletowy) , spacer był taki zmysłowy..... ocierały się o nas chmury, wyglądało to na spacer w chmurach.... Widzieliśmy skaczące ryby, jakby cieszyły się na nasz widok.... Gdy zeszliśmy z tęczy znaleźliśmy się na polanie, wkoło były drzewa, słychać było szum strumyka, paliło się ognisko, a niedaleko stał szałas.......

09:51, kudriawka
Link Dodaj komentarz »
sen o tęczy, śni się śni się....

Cz I

Było ciemno... błądziłem, przeszedłem jakieś 255km J , gdy w ciemnościach ukazał się zarys bramy, tak małej, że byłoby ciężko ja dostrzec, ale wzrok mój przykuł mały świecący punkcik – podszedłem bliżej – kogo zobaczyłem, oczywiście był to świetlik nr 3 wyposażony w dodatkowe baterie, aby światełko nie zgasło J . Ale miałem szczęście że go dostrzegłem .... Jak podszedłem bliżej przyświecił mocniej i zobaczyłem napis nad bramą : „wejdzie ten kto szuka miłości, ma wiarę i nadzieję, kto jest samotny” ....., więc ruszyłem do przodu .... i udało się , wszedłem ......

Miejsce było cudowne, był to ogród na styl rajskiego, zapach jaki się unosił nie jest teraz do opisania, brak odpowiedników słownych.... sama zieleń była tu naprawdę zielona, kwiaty w swej różnorodności wykorzystały całą gamę kolorów.... no po prostu cudownie..... ach.....już mi było fajnie.... W oddali zauważyłem jezioro tak błękitne jakby niebo zeszło na ziemie – tak to wyglądało.... niebo jednak było na swoim miejscu ale z piękną szarfą .... 7siedmio kolorowa tęcza łączyła dwa brzegi jeziora.... Podszedłem bliżej jeziora, usiadłem na kamieniu – tu było tak pięknie że się rozmarzyłem...... Usłyszałem wtedy plusk wody, po chwili kolejne. Rozejrzałem się i ujrzałem rzucającą do wody kamyki kobietę, tak piękną, że w pierwszej chwili myślałem że to anioł... serce mi zadudniło, zabiło mocniej.... Podszedłem bliżej, płakała a łzy, które spływały po policzkach spadały na piasek i zamieniały się w kamienie .... które Ona rzucała do wody ..... zdaje się że woda w tym jeziorze była słona od łez.....Nie patrzyła na mnie tylko szlochała i schylała się po kolejne kamyczki.... Objąłem Ją wtedy, wytarłem łzy i spytałem dlaczego płacze, dlaczego jest smutna .. odpowiedziała, ze czuje się samotna, że straciła wiarę i nadzieję. Podniosła głowę i spojrzeliśmy sobie w oczy.... wtedy stało się coś niesamowitego – staliśmy wryci, jakby każde z nas ujrzało szczęście, które było w zasięgu ręki..... moje serce zrobiło się bardzo gorące jak nigdy dotąd. nie mam pojęcia ile ten stan trwał, gdy się ocknąłem byliśmy w swoich ramionach, przytuleni do siebie tak mocno, ze nawet świetlik by się nie przecisnął ... J ten na diecie J patrzyliśmy na siebie wzrokiem zakochanych, czułem, oj czułem jej bliskość, Jej zapach, hormony mi buzowały, to było wspaniałe, cudowne uczucie...... nasze pocałunki .....to było coś pięknego....

Chwyciliśmy się za ręce i poszliśmy brzegiem jeziora, boso po piasku, który wydawał się aksamitnym dywanem, stąpała tak lekko jakby płynęła po nim. szliśmy tak sobie, ja opowiadałem Jej o sobie, o swoim życiu, o tym jak się tu znalazłem, o swoich pragnieniach.... Jej serce otworzyło się dla mnie ... moje aż na chwile zemdlało na widok Jej serduszka ...... była to druga zakochana para nad jeziorem....... J Zaproponowała abyśmy wskoczyli do wody na raz, dwa, trzy.... warto było...... woda była czysta, miękka.... wtedy dotknąłem Jej aksamitnej skóry ........................................................................................... nawet nie zapytałem jak ma na imię ..........

09:50, kudriawka
Link Dodaj komentarz »
Archiwum